• Wpisów:15
  • Średnio co: 125 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:59
  • Licznik odwiedzin:4 181 / 2004 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

:)

Witam po dłuuugiej przerwie. Mam dla Was smutną wiadomość. Mianowicie postanowiłam, że nie będę pisać dalej opowiadania. Niestety nie mam czasu na pisanie kolejnych rozdziałów, nie mam pomysłu, weny czy tez motywacji. Bardzo przepraszam jeżeli kogoś zawiodłam. Na dziś to koniec. Nie wiem, może niedługo znajdę choć odrobinkę czasu w moim napiętym harmonogramie i dokończę to co zaczęłam. Jeszcze raz bardzo przepraszam. Trzymajcie się cieplutko
  • awatar Zwariowana-idiotka ♥: Popieram *Karole* nie no proszę masz tak zajebiste opowiadania , co ja teraz bedę czytać :(
  • awatar *Karola*: NIE !!! Nie zgadzam się ! Kocham twoje opowiadanie <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Następnego dnia obudziło mnie trzaskanie garnkami. Dorota - pomyślałam od razu. Rodzice pewnie znowu maja masę ważnych spraw do załatwienia. Szybko zażyłam porannej toalety po czym ubrałam śliczną zwiewną, bladoróżową sukienkę i rozczesałam włosy. Zeszłam na dół - i jak się spodziewałam - w kuchni zastałam Dorotę.
- Cześć księżniczko - przywitała mnie z uśmiechem.
- Dzień dobry. - odwzajemniłam uśmiech. - Rodziców nie ma ? - spytałam, choć już znałam odpowiedz.
- Tak, pojechali załatwić jakieś sprawy. Co zjesz na śniadanie ? - spytała.
- Wystarczą kanapki, dziękuję. - odpowiedziałam. - Dorota ? - spytałam po chwili namysłu.
- Tak ? - Dorota spojrzała na mnie, bo pochłonięta była szykowaniem kanapek.
- Jest taka sprawa... Jak pewnie już wiesz w tym tygodniu wyjeżdżamy do Bułgarii na wakacje... i tak sobie pomyślałam, że fajnie byłoby jakby Bartek mógł polecieć tam z nami... Oczywiście wszystkie koszty pokryją rodzice - dodałam szybko - I co ty na to ? - zagryzłam wargę.
Dorota przez chwilę patrzyła na mnie w milczeniu.
- Pewnie, że się zgadzam! - uśmiechnęła się. - To na prawdę bardzo miło z twojej strony że zaproponowałaś coś takiego. Proszę jedz. - podsunęła mi kanapki.
- Bartek jest dla mnie jak brat. Tylko czy on się zgodzi. - powiedziałam.
- Jestem pewna, że tak. Będziesz miała doskonała okazję żeby go o to zapytać, bo tak się składa że za chwilę tu będzie. Miał przynieść mi zakupy na dzisiejszy obiad, który mam ugotować dla twoich rodziców, bo zaprosili jakiś gości. - Jak na potwierdzenie tych słów ktoś wszedł do domu. Dorota wyszła mu na powitanie.
- O jesteś. Własnie o tobie rozmawiałyśmy. - Bartek wszedł do kuchni i postawił dwie torby z zakupami na stole.
- Ale ukrop - powiedział zdejmując okulary. - Cześć mała. - przywitał się ze mną.
- Czeeeeść. - wstałam i przytuliłam się do niego.
- Łoo, co to za miłe powitanie - Bartek odwzajemnił uścisk. - Czyżbyś aż tak się stęskniła ? - spytał podnosząc jedną brew.
Teatralnie przewróciłam oczami i zaśmiałam się. - Dobrze dzieci. - powiedziała Dorota - Zmykajcie stąd bo muszę zacząć robić ten obiad.
- Idziemy na górę ? - spytałam Bartka.
- Okej. - Bartek wyglądał na prawdę dobrze. Rozcięta warga prawie się zagoiła. Był ubrany w luźne szorty, szarą koszulkę z kolorowymi napisami a na nogach miał tradycyjnie vansy.
Kiedy znaleźliśmy się w moim pokoju, Bartek położył się na moim łóżku, krzyżując nogi.
- Jak się czujesz ? - spytał.
- Ja jak się czuję ? Dlaczego pytasz ?
- Nie rozmawialiśmy od tej imprezy. - zmarszczył czoło i usiadł po turecku.
- Bartek tak bardzo cię przepraszam... to wszystko moja wina. Gdyby nie ja nie oberwałbyś, w ogóle... urgh. - nie chciałam o tym pamiętać.
- Daj spokój. Każdy facet na moim miejscu zachowałby się tak samo.
- Uwierz, nie każdy. - spojrzałam na niego z poczuciem winy.
- Najważniejsze, że wszystko się dobrze skończyło, mimo tego cholernie się o ciebie martwiliśmy.
- Jeszcze raz przepraszam. - spuściłam głowę.
- Okej temat skończony. - Bartek uśmiechnął się lekko.
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. - zmieniłam nagle temat.
Bartek spojrzał na mnie wyczekująco.
- Nie wiem czy Dorota ci mówiła bądź nie, ale wraz z moimi rodzicami w czwartek wylatujemy do Bułgarii na tydzień. I nie wiem czy wiesz... ale lecisz z nami! - wyszczerzyłam się w uśmiechu.
Bartek uniósł brwi do góry.
- Na serio ? - zaśmiał się.
- Serio serio. Wszystkie jest już załatwione, więc szczerze mówiąc nie masz wyboru. Jedziesz i tyle.
- Ty mała... Hahah, nie no fajnie. Dzięki. - uśmiechnął się pokazując w pełnej krasie swój zniewalający uśmiech, po czym rzucił się na mnie i zaczął mnie łaskotać. Głupek.
Potem nasza rozmowa zeszła tylko i wyłącznie na temat wyjazdu. Razem zastanawialiśmy się co będziemy robić, jakie ciuchy zabierzemy itp. Kiedy wrócili rodzice zeszliśmy na dół.
- Cześć mamo, cześć tato. - przywitałam ich. - Bartek się zgodził, jedzie z nami.
- Fantastycznie. Jest nam bardzo miło, że się zgodziłeś.
- Pani żartuje ? To mi jest bardzo miło. Dziękuję.
- Kto dziś przychodzi ? - spytałam rodziców.
- Ciocia Renata z wujem, prawdopodobnie będzie też Amanda. Chciałabym, abyś także towarzyszyła nam podczas tego obiadu. - powiedziała mama.
Obróciłam się na pięcie i wciągnęłam powietrze przez zaciśnięte zęby, po czym spojrzałam na Bartka.
- Bardzo przepraszam, ale chciałbym zabrać dzisiaj Julię do nowo otwartej galerii w centrum. Jest bardzo ciekawy program, a już kupiłem bilet dla dwóch osób. Ale jeśli ten obiad jest taki konieczny to odwołam to, albo po prostu zaproszę kogoś innego. Szkoda jednak byłoby to przegapić. - wyskoczył Bartek. Totalnie mnie zamurowało.
- W takim razie nie będziemy psuli wam planów. - powiedział szybko tata, patrząc jakby znacząco na mamę - W końcu z Renatą spędzimy cały tydzień, nie ma problemu.
- Dziękuję panu. - odpowiedział Bartek. Posłałam mu spojrzenie pełne wdzięczności, a jednocześnie potwornie chciało mi się śmiać.
- W takim razie my już pójdziemy. - powiedziałam.
- Do zobaczenia! - wykrzyknęła mama.
Kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz wybuchnęłam śmiechem.
- Poważna wystawa w galerii sztuki - zniżyłam ton głosu na śmiejąc się ze słów Bartka. - Na serio ?! - zaśmiałam się.
- Twój wzrok był tak wymowny, że musiałem coś wymyślić. - on także się zaśmiał.
- Hahah, okej, a tak na serio to co będziemy robić ? Jest okropny upał.
- Hmmm, właściwie to jestem dzisiaj umówiony ze znajomymi w skate parku. Możesz posiedzieć, pospacerować, pojeździć - jeśli umiesz - poopalać się - co tylko chcesz. - zaproponował.
- Okej, mi to pasuje. A potem pójdziemy na desery lodowe.
- To chodźmy. - ruszyliśmy przed siebie.
__________
Jakaś paranoja z tym pingerem. Jeszcze przez cały tydzień nie miałam internetu -.- Bardzo Was przepraszam Dodaję dwa rozdziały, które powinny już tu dawno być
Chciałabym Wam złożyć nieco spóźnione życzenia wielkanocne: przede wszystkim zdrowych, kolorowych świąt, mokrego śmingusa, bogatego zająca, dużo dużo słoneczka i uśmiechu na twarzy każdego dnia no, wszystkiego co naj naj naj
Do następnego
  • awatar Margarita <3: przepiękne <3
  • awatar Zwariowana-idiotka ♥: A jejka dawno mnie tu nie było nagle wchodzę a tu dwa nowe rozdziały ;) I znów jak zwykle są mega .! Każdy rozdział coraz bardziej mnie zaskakuje pozytywnie oczywiście :P
  • awatar Gość: Świetne ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Obudziłam się, gdy słońce miało się ku zachodowi. Poszłam do łazienki, przemyłam twarz wodą i związałam włosy w luźnego koka. Przebrałam się w legginsy i krótką koszulkę. Stwierdziłam, że mam bałagan w pokoju, ale zbytnio nie miałam ochoty tego sprzątać. Podniosłam sukienkę, którą miałam u Patryka. Sprawnie zaszyta dziura na tyłku, wyglądała na prawdę dobrze. Sukienka pachniała cudownie. Pachniała po prostu Patrykiem. Cudowne perfumy i posmak dymu papierosowego. Nagle zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Moniki.
- Halo ? - odebrałam.
- Julia ? Julia, musisz mi wszystko opowiedzieć. Natychmiast. Zaraz u ciebie będę.
- Co ? Monika, o co ci chodzi wariatko ? - zaśmiałam się.
- Jak to o co ? Z resztą zaraz się dowiesz. Wchodzę na twój podjazd. - i się rozłączyła.
Szybko ogarnęłam stertę ciuchów, która leżała na krześle i zeszłam powitać Monikę. Drzwi już otworzyła mama. Stanęłam w połowie schodów i pomachałam jej.
- Heeej. - wyciągnęłam ręce, aby móc ją przytulić. Jak zwykle wyglądała ślicznie. Była ubrana w krótkie czarne szorty i niebieską jeansową koszulę, a falujące włosy spięła w kucyk.
- No heej ? Pędem na górę, ale już! - wskazała palcem i pokierowała mną do pokoju. Weszła, zamknęła drzwi i usiadła na łóżku, a potem nagle wstała.
- Dlaczego nie odbierałaś ode mnie telefonu ? I gdzie do cholery byłaś przez prawie całą imprezę ? Czy tobie odbiło ? Nawet nie wesz jak się martwiłam! - naskoczyła na mnie.
- Łoooł, spokojnie. Na całe szczęście nic mi nie jest. - usiadłam na puchatą pufę która stała w rogu mojego pokoju.
Monika zrobiła oczekującą minę. - Dowiem się czegoś więcej ? - spytała.
Opowiedziałam Monice całą historię tak, jak przedstawił mi ją Patryk. Kiedy skończyłam mówić zapanowała cisza, a Monika wpatrywała się we mnie z osłupiałą miną.
- Chcesz mi powiedzieć - zaczęła - że nieświadoma całą noc spędziłaś u jakiegoś obcego faceta w łóżku ?!
- To nie tak! Przecież tłumaczę ci, że z nim nie spałam! Nawet nie wiesz z jaką troską na mnie patrzył, kiedy się rano obudziłam. To nie możliwe, żeby mógł mnie skrzywdzić.- przez chwilę faktycznie pomyślałam, że jestem zbyt naiwna. Znaliśmy się zaledwie kilka tygodni. Ale nie. To niemożliwe.
Monika przez cały czas miała sceptyczną minę.
- Uwierz mi. Cały czas go spotykam. Od czasu naszego pierwszego spotkania cały czas na niego wpadam, co jest hm.. dziwne. - uśmiechnęłam się.
- Czy ty coś do niego masz ? - Monika zrobiła podejrzliwą minę i zmrużyła oczy.
- Ja ? Nie no coś ty. - i tu chyba skłamałam. Sama nie wiem czy coś do niego czuję czy nie. Nie znam go dobrze, więc jak mogę mówić o jakimkolwiek uczuciu.
- No dobra niech ci będzie. Ale i tak będę musiała się o nim trochę więcej dowiedzieć.
- A jak tam Bartek ? - spytałam podnosząc brwi.
Monika się speszyła.
- No gadaj!- ponagliłam ją.
- Prawie się pocałowaliśmy.
Zamurowało mnie i poczułam dziwne ukłucie zazdrości.
- Zaraz zaraz, jak to prawie ?
- To było w taksówce, nachyliłam się żeby przyłożyć mu chusteczkę do wargi i tak jakoś prawie... ale kierowca nagle skręcił i pozostało tylko zmieszanie. - prostolinijność Moniki.
- Właśnie, a jak tam Bartek? Tak okropnie mi głupio, nawet go nie przeprosiłam.
- Ma założone dwie szwy, nieźle oberwał.
- Biedactwo. Muszę się z nim spotkać. - Opowiedziałam jej też o wakacjach w Bułgarii.
- Kiedy lecicie ? Moja mama w tym roku wymyśliła sobie Grecję.
- Jakoś niedługo. Jeszcze przez ten tydzień będę musiała znosić kuzynkę, Amandę. Pamiętasz ją ?
- To ta zapatrzona w siebie blondynka ? Taaa, jakby tu jej nie pamiętać. Podkład to ona chyba w Castoramie kupuje. - skrzywiła się.
Dochodziła godzina 200, ale na dworze było jeszcze jaśniutko. Postanowiłam odprowadzić Monikę. Kiedy przyszłam do domu mama od razu wzięła mnie na rozmowę.
- Julia, masz czas ? Chciałabym w końcu porozmawiać o tym wyjeździe.
- Tak, okej. - usiadłam do stołu.
- Wyjeżdżamy w poniedziałek, lecimy z ciocią Renatą, co oznacza, że Amanda też leci. - mama odebrała ode mnie litosne spojrzenie - Lecimy na tydzień...
- Mogę chociaż zabrać... chociażby Bartka ? - wtrąciłam jej.
Mama zastanowiła się przez chwilę i w końcu powiedziała:
- Pewnie. Bartek jest dla nas jak rodzina.
Jeden z niewielu plusów tego wyjazdu. Przynajmniej będę miała z kim pogadać.
- O ile zgodzi się Dorota. No i musisz zapytać o zdanie samego Bartka. - dodała mama.
- Jutro z nim porozmawiam. Okej skoro to już wszystko to mogę pójść do siebie. - oznajmiłam, po czym poszłam do kuchni i przygotowałam sobie kanapki. Kiedy zjadłam poszłam do pokoju, włączyłam muzykę i położyłam się na łóżku. Wzięłam do ręki książkę, która wypożyczyłam jeszcze przed wakacjami, a obiecałam sobie, że ją przeczytam. W końcu mam na to czas. Pogrążyłam się w lekturze.
 

 
Jestem mega wkurzona, bo od tygodnia nie mogę dodać wpisu. Kolejny rozdział już dawno czeka a tu d**a. Wiecie może co z tym zrobić ?
Pozdrawiam i mam nadzieję, że uda Wam się coś wymyślić <3
zdesperowana Julia.
  • awatar .•τγѕιɑ╰☆: ja tez tak mialam :(
  • awatar SaveMeBitch97: świetny blog, i świetne opowiadanie, zapraszam do mnie. :)
  • awatar Gość: No ja też miałam ten problem, najlepiej jak bd próbowała kilkanaście razy a wtedy na pewno się uda ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Chciałam sięgnąć po komórkę, która zawsze leżała na szafce koło łóżka. Zaczęłam więc macać na oślep ręką w poszukiwaniu szafki, lecz jej tam nie było. Otworzyłam oczy i dopiero teraz zorientowałam się, że to nie mój pokój. Poczułam zapach dymu papierosowego. Co się stało ? Gdzie ja do cholery jestem ? Co lepsza byłam ubrana w jakąś męską koszulkę. Próbowałam sobie przypomnieć co się stało zeszłej nocy. Powoli się podniosłam i oparłam na łokciach. Z przymrużonymi oczami rozejrzałam się po pokoju, w którym się znajdowałam. Zauważyłam moją sukienkę, która przewieszona była przez krzesło stojące przy biurku. Podarta sukienka, Patryk, impreza, alkohol... Co ja najlepszego narobiłam ? Pamiętam tylko, że przyszłam z Monika i Bartkiem na imprezę, co prawda wypiłam kilka drinków, ale to chyba niemożliwe, żebym zalała się nimi w trupa! W tej chwili usłyszałam, że ktoś pomału otworzył drzwi.
- Mogę wejść ? - odezwał się jakiś męski głos.
Nie wiedziałam kogo się spodziewać.
- Proszę. - powiedziałam tylko, przykrywając się po szyję kocem. Do pokoju wszedł Patryk. Nie potrafię opisać jak się wtedy czułam. Frustracja, zaskoczenie, wstyd, a zarazem dziwne poczucie bezpieczeństwa.
- Jak się czujesz ? - spytał, kucając przy łóżku z troskliwym wyrazem twarzy.
- Strasznie boli mnie głowa. Patryk... - spuściłam głowę na dół. - Co ja zrobiłam ? - spanikowałam.
- Hej mała - chwycił mnie za brodę - Przecież ty tu prawie nie masz żadnej winy. Ktoś musiał ci coś dosypać. Nie wiem jak mogło się to stać, impreza trochę wymknęła się spod kontroli. - westchnął ciężko i przeczesał włosy otwarta dłonią. - Jakiś koleś zaczął się do ciebie dobierać, a ten twój kumpel.. Bartek stanął w twojej obronie...
- Bartek ?! Nic mu nie jest ? - poderwałam się.
- Spokojnie już wszystko opanowane. Na prawdę nic nie pamiętasz ? - spytał
- Trochę sobie przypominam, ale w mojej głowie słyszę tylko jeden wielki szum, nie mogę się skupić. - jęknęłam. Wierzyłam mu. Miałam nadzieję, czułam, że mnie nie okłamuje.
- Znalazłem cię leżącą na schodach - kontynuował. - Nawet nie chce myśleć, co mogłoby się wydarzyć gdybym cię wtedy nie znalazł... Powinienem cię przeprosić. - spojrzał mi w oczy.
- Za co ? przecież to nie twoja wina. To ja jestem ci winna przeprosiny. Tylko narobiłam kłopotu. A co z Moniką ? Mama! Przecież ona nawet nie wie, że wyszłam z domu!
- Już do niej zadzwoniłem, do Moniki też, kiedy próbowałem cię budzić majaczyłaś, więc stwierdziłem, że nie ma sensu zawozić cię do domu, szczególnie, że mogłaś mieć jeszcze przez to kłopoty. - powiedział.
- Ja nie wiem co powiedzieć... - dotknęłam palcami kąciki oczu.
- Nie mów nic. - uśmiechnął się delikatnie Patryk. - Idź się odświeżyć, ja tylko szybko skoczę do sklepu - zrobił pauzę spojrzał na mnie - Potem pomyślimy co dalej okej ? - powiedział i odszedł w stronę drzwi.
Powoli wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam jak potwór. Podpuchnięte oczy, rozmazany makijaż, nie wspomnę o włosach. Szybko się rozebrałam i weszłam pod prysznic. Gorąca woda zdziałała cuda. Wyszłam, owinęłam się ręcznikiem, jeszcze raz przemyłam twarz. Z powrotem ubrałam się w koszulkę, w której spałam i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni. W całym domu leżało pełno kubków, okruszków po chipsach i tego typu rzeczy. Patryk jeszcze nie wrócił. Weszłam do salonu i zaczęłam się rozglądać. Omijając stertę śmieci podeszłam do półki ze zdjęciami. Na jednej fotografii była jakaś mała dziewczynka, młody, przystojny brunet i Patryk. Druga fotografia przedstawiała bardzo ładną kobietę. Miała delikatną cerę, brązowe falujące włosy, szeroki uśmiech i piękne zielone oczy. Bardzo przypominała mi Patryka. Tak bardzo jest do niej podobny. Kolejne fotografie przedstawiały uroczego małego chłopca. Patrząc na tą fotografię wprost nie można sie było nie uśmiechnąć.
- Co robisz ? - aż podskoczyłam.
- Przestraszyłeś mnie. Nie słyszałam jak wchodziłeś do domu. - odwróciłam się przodem do Patryka.
- Wybacz. - uśmiechnął się, po czym skierował wzrok na fotografie. - Poznaj moja mamę. Mamo, to Julia.
Byłam bardzo zaskoczona. Znów poczułam się dziwnie. Nie wiedziałam jak się zachować, więc spuściłam wzrok patrząc na swoje nagie stopy.
- No nic, jesteś głodna ? - powiedział po chwili ciszy zacierając ręce. - Na co masz ochotę ? - spytał.
- Tak właściwie, nie powinnam była wracać do domu ? - Kurde -pomyślałam- stoję przed kolesiem praktycznie w samych gaciach i koszulce która ledwo przykrywa mi tyłek. Przecież to jakaś paranoja.
- Skoro tego chcesz. - Patryk odwrócił się na pięcie z tajemniczym wyrazem twarzy.
I to był ten problem. Ja wcale nie chciałam wracać do domu. Poszłam za Patrykiem i usiadłam do stołu. Patryk postawił przede mną suchą bułkę, po czym usiadł na blacie i zapalił papierosa. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem. Popatrzyłam to na bułkę, to na Patryka, to na fajkę. Wzięłam ją do ręki i już chciałam oderwać kawałek kiedy zauważyłam, że Patryk dziwnie się na mnie patrzy.
- Co? - spytałam.
- Będziesz jadła suchą bułkę ? - powiedział z wesołością w głosie.
Przewróciłam oczami i sięgnęłam do torby po masło, ser i jogurt z musli.
Zaczęłam jeść. Ale coś mi przeszkadzało mianowicie Patryk cały czas mi się przypatrywał. Chyba nikt nie lubi kiedy ktoś patrzy jak się je.
- Mógłbyś przestać ? - zapytałam.
- Dzisiaj w nocy mówiłaś bardzo ciekawe rzeczy. - odrzekł z zawadiackim uśmiechem.
- Doprawdy ? - zaczęłam się denerwować. - Jakie na przykład ? - próbowałam, aby mój głos zabrzmiał sceptycznie. Nie udało się bo w tej chwili akurat głośno przełknęłam ślinę.
- To zostanie moją słodką tajemnicą. Bardzo miłą, słodką tajemnicą.
Matko, co ja mogłam mu nagadać ? Prędzej czy później i tak się dowiem, teraz coś czułam, że moje starania, żeby mi powiedział i tak spełzłyby na niczym. Poza tym doskwierał mi ból głowy.
Kiedy zjadłam wstałam od stołu i oparłam się o blat jakieś pół metra od siedzącego na nim Patryka.
- Czeka cię sporo pracy. - skinęłam w stronę salonu.
- Czeka nas sporo pracy. - powiedział Patryk podkreślając "nas".
Zrobiłam sceptyczną minę.
- Żartowałem. Idź do domu. Nie wyganiam cię oczywiście, bo w tym świetle wyglądasz niesamowicie seksownie... - tu zrobił pauzę na wzięcie oddechu - Ale mama będzie się martwić. - wydął dolną wargę.
Uśmiechnęłam się przymusowo, po czym skierowałam się w stronę schodów.
- Ehem. - chrząknął Patryk - Koszulka...
- Urgh! - wykrzyknełam i wkurzona i zawstydzona zsunęłam podwiniętą koszulkę.
Weszłam do pokoju ( trafiłam dopiero za piatym razem do właściwego, bo nie mogłam go znaleźć) zjęłam koszulkę i powąchałam ją. Jak on znakomicie pachniał. Postanowiłam, że sobię ją pożyczę. Oddam mu ją... kiedyś tam. Ubrałam sukienkę i wzięłam torebkę.
- Idę. Dziękuję... za wszystko. - uśmiechnęłam się.
- Zamówiłem ci taksówkę. Juz czeka. - podszedł bliżej. - Jesteś o wiele ładniejsza bez makijażu. - powiedział i pocałował mnie w czoło. Palpitacja serca. Myślałam, że zaraz mi wyskoczy, co gorsza waliło tak głośno, że wydawało mi się, że słyszy je drugi koniec miasta.
Wyszłam na dwór. Oczywiście było południe co równa się z ukropem. Na szczęście miałam ze sobą okulary przeciwsłoneczne.
- No nic dowidzenia. - powiedziałam cicho, zakładając okulary.
- Do zobaczenia mała. Aha. Jak coś spałaś u Moniki. Więcej nie musisz nic mówić.
Wsiadłam do taksówki. To wszystko dzieje się tak szybko i jest bardzo bardzo dziwne.
Weszłam do domu.
- Jestem! - krzyknęłam.
- Julia, jesteś. - przywitała mnie mama. - Bardzo cię proszę, abyś następnym razem informowała mnie gdzie jesteś przed faktem, a nie po czynie dokonanym dobrze ? Poza tym masz bardzo miłego kolegę. Ale to wcale nie znaczy, że podoba cała ta zaistniała sytuacja. Od kiedy ty interesujesz się gwiazdami ?
- Gwiazdami ? - zdziwiałam się. - Ahhh tak gwiazdami. A od niedawna. Moja nowa pasja. - skłamałam. Kurde, co on nawymyślał ?
- Boli mnie głowa, całą noc nie spałam. Wezmę tabletkę i pójdę do siebie.
- Popołudniu omówimy całą sprawę wyjazdu do Bułgarii. - powiedziała mama.
Skinęłam głową po czym poszłam do kuchni, wzięłam tabletkę na ból głowy, popiłam ją szklanka wody i poszłam do pokoju. Zdjęłam sukienkę i położyłam się do łóżka. Zasnęłam.
__________
Hej kochane! bardzo bardzo przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam :< brak czasu niestety. Poza tym to Wszystkiego najlepszego z z okazji dnia Kobiet! Bardzo dziękuję Wam za tyle pozytywnych komentarzy ♥

Łapcie fotki Julii i Moniki, nie wiem czy dobrze wybrałam sama do końca nie jestem pewna.. (przede wszystkim czy nie wyglądają za staro)

Julia:

Monika :


Miłego wieczoru, pozdrawiam ♥

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Rankiem wstałam i w piżamie zeszłam na dół. Zrobiłam sobie gorącą czekoladę, orientując się że nikogo nie ma w domu. No cóż, byłam przyzwyczajona, bo Dorota przychodzi najczęściej koło godz. 9.00, a była 7.15. Nie wiem, co ostatnio się ze mną dzieje. Kiedyś mogłam spać całymi dniami i nocami, a teraz nie dość, że wstaję bardzo wcześnie i chodzę dość późno spać nie jestem zmęczona. Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu.
- Dorota ? - zapytałam z kuchni. Nikt nie odpowiedział.
- Mama ? Tata ? - znowu cisza.
A co jeśli to złodziej ? Szybko wzięłam z najbliższej szuflady drewnianą łyżkę do ciasta. Zawsze coś pomyślałam - w razie gdyby chciałby mnie zaatakować i po cichu posunęłam się w stronę drzwi frontowych. Nagle jakiś wielki cień objął mnie rękoma od tyłu. W panice zaczęłam obkładać gościa drewnianą łyżką. Usłyszałam jęki.
- Ała, Julia czy tobie odbiło ?! - wykrzyknął Bartek zasłaniając rękoma głowę.
- Bartek ?! Czy TOBIE odbiło ?! Chcesz żebym dostała zawału ? - wykrzyknęłam. - Nic ci nie zrobiłam ?
- Nie, ale proszę odłóż już tą łyżkę. - ostrożnie wyjął mi ją z ręki.
- Dlaczego się nie odzywałeś jak pytałam kto tam ? Myślałam, że to jakiś złodziej.
- Bo głuptasie miałem słuchawki w uszach i nie słyszałem. Kurde, taka chuda, a ma tyle siły!
- Przepraaszam no. Nie lubię być sama.
- Dlatego przyszedłem. - puścił oczko - Ale zbyt mile to ty mnie nie przywitałaś. Mama kazała przyjechać, bo sama jechała na badania, wiesz, serce. - powiedział.
- A, tak. - Dorota kiedyś faktycznie wspominała, że choruje na serce.
- Co na śniadanko ? Poza tym - fajna piżamka. - rzekł z szerokim uśmiechem.
Dopiero teraz zorientowałam się, że jestem w samej koszulce i zapewne wyglądam jak potwór.
- Spadaj! - krzyknęłam tylko i popędziłam do góry. W tle słyszałam tylko rechot Bartka. Szybko przebrałam się w legginsy i krótką bluzkę, przemyłam twarz i związałam włosy w kucyk. Kiedy zeszłam na dół zastałam Bartka, który stał przed otwartą lodówką i czegoś szukał.
- Macie jajka ? - zapytał kiedy mnie zobaczył.
- Jajka ? - zaśmiałam się.
- Co w tym śmiesznego ? - zdziwił się. - Do naleśników potrzebne są jajka.
- W kucharza się bawisz ? Zobacz są na drzwiach. - wskazałam.
Bartek zrobił naleśniki, oczywiście była przy tym kupa śmiechu, bo Bartek wygłupiał się przy tym i mówił z francuskim akcentem. O dziwo, wyszły nawet smaczne. Kiedy zjedliśmy, pooglądaliśmy chwilkę tv i już była godz. 15.
- Cholera, nie chce mi się iść na tą imprezę. - powiedziałam przechylając głowę do tyłu. - Serio, dobrze mi się tu z tobą siedzi. - szturchnęłam Bartka pod żebro.
- Do Kamila ? Hahah, mi z tobą też. - powiedział.
- Noo, do Kamila. Skąd wiesz ?
- Tak się składa, że też dostałem zaproszenie.
- Serio ? No no, szybko nawiązujesz nowe znajomości.
- Wiadomo. - mrugnął do mnie. - To co idziemy, czy oglądamy kolejne odcinki seriali na MTV ?
- Nie no, chyba pójdziemy. Zaraz się ogarnę, bo umówiłam się z Moniką, że do niej przyjdę i razem tam pójdziemy, ale skoro już jesteś to mogę do niej zadzwonić, żeby to ona przyszła do mnie hę ? - zapytałam Bartka.
- Nie no coś ty, nie będę robić problemu. Zrobimy tak: teraz odprowadzę cie do Moniki, ja pójdę do siebie i jak wszyscy będą gotowi przyjdę po was. Co ty na to ? - spytał.
- Pewnie, jak najbardziej mi to pasuje. - uśmiechnęłam się.
Zadzwoniłam do Moniki, wzięłam swoje kosmetyki, założyłam buty i poszliśmy. Umówiłam się z Bartkiem na godz. 19 i weszłam do Moniki. Monika już była w trakcie przygotowań.
- Heeej. - przywitała mnie. - Czyli co, dzisiaj szalejemy ?- zapytała ze śmiechem.
- Jaaaasne, tylko kochana, nie zapominaj że mamy dopiero 16 lat.
- Dobra dobra. Chodź na górę, wybierzesz sobie jakąś sukienkę.
Koniec końców wybrałam dla siebie jasno różową gorsetową sukienkę w kwiatki, a do tego śliczne koturny Moniki, które dopiero co zakupiła. Monika wybrała dla siebie błękitną sukienkę z baskinką i klasyczne baleriny. Zanim się zorientowałyśmy była już 18 i trzeba było suszyć włosy i robić makijaż. Kiedy byłyśmy już prawie gotowe usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
- To Bartek. - wyjaśniłam Monice. - Weeeeeejdź ! - krzyknęłam.
- Bartek ? A co on tu robi ? - spytała Monika.
- Idzie z nami na imprezę. - powiedziałam lekko, pudrując policzki. - Idziemy ? - spytałam pakując najpotrzebniejsze rzeczy do małej torebki.
Na dole czekał nienagannie ubrany i uczesany Bartek. Był ubrany w rurki, czarną koszulkę i vansy.
- Fiu, fiu. - spojrzał na nas, zatrzymując nieco wzrok na Monice. - Nieźle. - uśmiechnął się szeroko.
- Która godzina ? - spytałam.
- 19. - odparli naraz, spojrzeli się na siebie i roześmiali. Ja na ich reakcje, także wybuchłam śmiechem.
- No to idziemy. - powiedziałam.
Kiedy przeszliśmy już kilkanaście metrów zapytałam:
- Tak właściwie gdzie to jest ?
- Zaraz.. Husarska 8. - powiedziała Monika.
- Matko, przecież to kawał drogi. Nie możemy zamówić taksówki ?
- Macie kasę ? - wtrącił Bartek.
- Kurde, nie zabrałam, a bez sensu jest się teraz cofać. - westchnęłam.
- Znam skróty, damy radę. - powiedział Bartek.
- Mam się bać ? - Monika popatrzyła się na mnie i na Bartka.
- Może odrobinkę. - mrugnął Bartek. - Dalej chodźcie.
Przeszliśmy przez park i kilka zakamarków, a moje nogi w tych nowych koturnach już odmawiały posłuszeństwa.
- Uuuuh, zaraz umrę! Nie czuje nóg. Bartek, to wszystko twoja wina ! - spojrzałam na niego wściekle.
- Moja ? No wybacz młoda, ale czyja to wina, że nie wzięłaś kasy na taksówkę ? Poza tym, już prawie jesteśmy.
Posłałam mu zabójcze spojrzenie. Ładne mi : "już prawie jesteśmy" ! Kiedy przeszliśmy następny kilometr nie wytrzymałam i wskoczyłam Bartkowi na plecy. W tej chwili usłyszałam dźwięk rozdzieranego materiału. O nie! Szybko zeskoczyłam z pleców Bartka.
- Monika...
- Chyba mam dla ciebie złą wiadomość. - powiedziała Monika. Bartek oczywiście krztusił się ze śmiechu, co lepsza Monice też zaczynał się udzielać jego wesoły nastrój.
- To może.. ja pójdę... do miasta... kupić nici... - dukał łapiąc powietrze.
- Zamknij się! Gdzie jesteśmy ? - spytałam Moniki.
- Na Husarskiej. To tamten dom. - wskazała na duży biały dom, z którego roznosiła się głośna muzyka. Ona też się śmiała.
- To wcale nie jest śmieszne !!
- To chodźmy na tą imprezę, w domu na pewno będą mieli nici. - powiedział jakże rozbawiony Bartek.
- Ja nigdzie nie pójdę. Już wolę siedzieć tu całą noc, niźli świecić tyłkiem przed tyloma ludźmi. - powiedziałam ze złością.
- Okej, czyli my idziemy a ty zostajesz ? - powiedział Bartek z cwaniackim uśmiechem i znowu wybuchł śmiechem.
- Idźcie! Arrivederci.
- Jula, nie wymyślaj, chodź z nami, przecież w każdym domu jest igła z nitką, poza tym dziura nie jest aż taka duża. - i znowu wybuch śmiechu.
- Monika, zasłoń mnie, a ty - spojrzałam wściekle na Bartka - Przestań się śmiać !
Kiedy weszliśmy na podwórko, muzykę było słychać jeszcze bardziej.
- To co wchodzimy ? - spytała Monika.
- Dobra Julia, my z Moniką idziemy, a ty rób co chcesz. - i już ich nie było. Zostałam sama, z torebką przyklejoną do tyłka. Wtem zobaczyłam, że ktoś patrzy z okna. Co gorsza to był Patryk. Nie nie nie. Postanowiłam, że lepiej stąd pójdę.
- Hej mała, gdzie uciekasz! - krzyknął. - Cholera. - pomyślałam.
- Dlaczego trzymasz torebkę, tam gdzie nie powinnaś trzymać torebki ? - ten jego zawiadancki uśmiech.
- Bo lubię. - zaczynały piec mnie policzki.
- Doprawdy ? - Stał oparty o drzewo. - W takim razie dlaczego nie wejdziesz do środka ?
- Mamy taki ładny wieczór. - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Przepraszam... chcesz mi powiedzieć, że przyszłaś tutaj, żeby pooglądać zachód słońca tak ?
Kurde, dobry był. Spuściłam głowę i wydałam dziwny dźwięk: jakby rozpaczy a zarazem śmiechu.
- Miałam wypadek, proszę bardzo śmiej się ze mnie! Mam dziurę na tyłku, a moi przyjaciele zostawili mnie na pastwę losu.
Mina Patyka - bezcenna. O dziwo się nie roześmiał, ale miał tak dziwną minę jakby zaraz miał wybuchnąć. Na szczęście tego nie zrobił, bo chyba bym go zagryzła.
- Chodź. - chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą. Zaprowadził mnie na tył domu i weszliśmy do środka. Tu nie było tylu ludzi, jakbyśmy weszli przodem. Minęliśmy kilka pokoi i weszliśmy na górę. Patryk sprawnym ruchem wyjął klucze z kieszeni i otworzył drzwi. Weszliśmy do pokoju. Ściany były pomalowane na fioletowo-stalowy kolor z jednoosobowym łóżkiem i biurkiem na którym stał laptop i leżało mnóstwo papierów. Na krześle leżały jakieś ubrania. W rogu stała sztaluga. Nad łóżkiem porozwieszane były różnorodne plakaty i rysunki.
- Rozbieraj się. - powiedział Patryk.
- Co ? - zdziwiłam się.
- Rozbieraj się. Jeśli mam ci zszyć sukienkę to chyba musisz ją zdjąć. - powiedział. Popatrzyłam na niego z byka.
- Tam jest łazienka. - wskazał. - Chyba że chcesz całą noc przesiedzieć tu ze mną. Teatralnie przewróciłam oczami, ale z westchnieniem poddałam się. Weszłam do łazienki i zdjęłam sukienkę.
- Już. - powiedziałam i uchyliłam drzwi łazienki, wystawiając tylko głowę, podając mu sukienkę. Dziwne, nawet nie czułam się skrępowana. Po chwili Patryk zapukał do drzwi i oddał mi sukienkę.
- Proszę, choć bez niej wyglądałabyś na pewno lepiej. - mrugnął do mnie. Znowu przewróciłam oczami.
- Tak właściwie skąd masz klucze do tego pokoju ? - zapytałam po wyjściu z łazienki.
- Bo to mój pokój ? - odpowiedział rozbawiony Patryk, po czym obrócił się dookoła. - Witam panią w moich skromnych progach.
- Czyli to twoja impreza ? - Patryk przytaknął. Zaczęłam rozglądać się po pokoju. Kiedy przyglądałam się rysunkom na ścianie, poczułam na sobie wzrok Patryka. Byliśmy tu sami, a z dołu dochodziła muzyka.
- Ładne. - uśmiechnęłam się do niego, patrząc mu w oczy.Patryk się do mnie przybliżył.
- Ten rysunek. - wskazał na kartkę, na której naszkicowana była ławka pod drzewem i rzeka. - To mój ulubiony. Poznajesz ?
Faktycznie miejsce przedstawione na rysunku było mi znajome.
- To ten park prawda ? Ten, do którego mnie wtedy zabrałeś.
- Mhm. - mruknął. Staliśmy bardzo blisko siebie. czułam ciepło jego oddechu. W tej chwili zadzwonił telefon. Mój telefon. Aż podskoczyłam.
- Emm.. przepraszam... halo ?
- Julia ? Gdzie ty jesteś kobieto ? - usłyszłam głos Moniki.
- No na imprezie. Zaraz do was przyjdę, czekajcie w salonie. - rozłączyłam rozmowę.
- Chyba muszę iść. Ty tez powinieneś. W końcu jesteś tu gospodarzem. - powiedziałam.
- Chodźmy. - wyszliśmy z pokoju. - Jeszcze się dziś spotkamy. Miłej zabawy. - powiedział Patryk po czym odszedł.
Zeszłam na dół. W domu bawiło się sporo osób. Nawet więcej niż sporo. W kącie całowała się jakaś para. Przedarłam się przez tłum ludzi i zobaczyłam Monikę z telefonem w ręku, a obok niej Bartka. Pomachałam im, aby mnie zauważyli.
- Julia ! - wykrzyknęła Monika. - Gdzieś ty była ?
- Nieważne, najważniejsze, że poradziłam sobie z moim małym kuku na tyłku. - mrugnęłam do nich i obróciłam się wokół własnej osi.
- Okeeeeej, co najmniej dziwne. - Monika zmrużyła oczy. - Chodź napijesz się ?
Wypiłam kilka drinków i poszliśmy tańczyć. Nagle jakiś chłopak zaczął mnie obmacywać. Perfidnie chciał włożyć mi rękę pod sukienkę. Zaczęłam się wyrywać, ale Bartek szarpnął gościa za ramię. Potem wszystko działo się bardzo szybko. Koleś rzucił się na Bartka z pięściami, a Bartek mu oddał. Monika próbowała załagodzić sytuację, ale na nic to zdało. Ludzie odsunęli się zostawiając pusty środek salonu. Na szczęście jakiś chłopak rozdzielił Bartka od tego typa, a jego samego wyniósł na dwór.
- Bartek nic ci nie jest ? - spytałam przerażona i wtedy zobaczyłam krew z rozciętej wargi.
- Cholera. - syknął.
- Chyba będzie trzeba szyć. - oceniałam. - Monika dzwoń po taksówkę. Jedziemy do szpitala.
- Nie trzeba. - powiedział Bartek.
- Trzeba. Chcesz się wykrwawić ?
Kiedy wyszliśmy na dwór taksówka już stała. Wtedy przypomniałam sobie o mojej torebce.
- Monika, zostawiłam torebkę, jedzcie beze mnie spróbuję dojechać. - powiedziałam.
Wbiegłam z powrotem do domu. Ludzie powoli zaczęli się rozchodzić. Kiedy wchodziłam do domu nagle poczułam nagły zawrót głowy i nogi ugięły mi się w kolanach. Opadłam na podłogę tracąc świadomość.
__________________
Jejku, jak dawno mnie tu nie było :O mam nadzieję, ze trochę nadrobiłam zaległości nieco dłuższym rozdziałem zdjęcia Moniki i Julii dodam dopiero wraz z następnym rozdziałem. Miłego czytania
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w swoje ulubione szorty i luźną koszulkę a następnie zeszłam na dół. Na dole przywitała mnie mama co mnie trochę zdziwiło, bo do tego nie przywykłam.
- Cześć. - przywitałam się krótko.
- Dzień dobry. Siadaj przygotowałam śniadanie. - odsunęła mi krzesło przy stole.
Usiadłam i spojrzałam na talerz. Znajdowały się na nim racuchy, które w dzieciństwie uwielbiałam przygotowywać z mamą. Uśmiechnęłam się do wspomnień.
Mama usiadła naprzeciw mnie i przez chwilę patrzyła jak jadłam, a potem zapytała:
- Co tam u ciebie ?
- W porządku. - odparłam sucho.
Zawsze o to pytała. Czy ona myślała że krótkim pytaniem 'co tam u ciebie?' wszystko załatwi ? Widocznie tak. Nawet nie wie, jak bardzo się myli. Nie było jej przy mnie w najważniejszych momentach mojego życia. Zawsze kiedy najbardziej jej potrzebowałam nie było jej. Nigdy tak naprawdę nie poczułam prawdziwej miłości matki do córki, wzajemnego zrozumienia, rozwiązywania razem kłopotów. Tak właściwie nie miałam mamy. Miałam szczęście, że mam Dorotę. To ona przekazała mi chociaż odrobinkę miłości jakiej od niej nigdy ne dostałam.
- Co powiesz na wspólne wakacje ? - zapytała znienacka.
Teraz to mnie zamurowało. Na serio, nie spodziewałam się tego. Zazwyczaj wysyłali mnie na różne kolonie, obozy, ale nie przypominam sobie kiedy wspólnie spędziliśmy razem czas.
- Mówisz poważnie ? - zapytałam.
- Jak najbardziej. - powiedziała spokojnym głosem. - Dokąd chciałabyś jechać ?
- Może Bułgaria ? - palnęłam. Wczoraj widziałam zdjęcia mojej koleżanki na photoblogu i szczerze mówiąc spodobało mi się to miejsce.
- Bułgaria ? No cóż, myślę że nie będzie z tym problemu. Powiem tacie żeby zarezerwował bilety. - Mama wstała od stołu i przyniosła ozdobna torebkę. - To dla ciebie. - podała mi pakunek.
W środku znalazłam perfumy, zapewne bardzo drogie. Nawet nie sprawdziłam jak pachną.
- Dziękuję, nie trzeba było . - zmusiłam się do uśmiechu.
- W garderobie masz też nowe ubrania, które kupiłam ci w tamtejszych butikach. Już masz je nawet porozwieszane na wieszakach.
Mama zawsze przywoziła mi sterty ubrań, których raczej nie nosiłam. Niektóre były naprawdę świetne, ale zbyt ekstrawaganckie. Eleganckie buty i marynarki nadawały się tylko na okazje.
- Co chcesz dzisiaj robić? - spytała.
- Nie mam szczególnych planów, ale chyba pójdę spotkać się z Moniką. Kiedy znowu wyjeżdżacie ?
- Wraz z tatą wzięliśmy miesiąc urlopu, żeby spędzić go z tobą . - powiedziała mama.
- Jeśli myślicie, że jedne wakacje zrekompensują mi całą waszą nieobecność, to chyba trochę się mylicie. - powiedziałam słodko. - Wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę. - dodałam.
- Julia poczekaj.. - powiedziała mama, ale ja tylko trzasnęłam drzwiami.
Szłam przed siebie, nie zastanawiając się gdzie pójdę. Byłam kompletnie bez makijażu i w ciuchach, w którym normalnie z domy bym nie wyszła. Obym nikogo nie spotkała. Jak na złość zobaczyłam Bartka, który zmierzał w kierunki mojego domu. Szybko skręciłam w boczną uliczkę, mając nadzieję że mnie nie zauważy. Na szczęście mnie nie zobaczył. Pochodziłam trochę po parku, ochłonęłam i postanowiłam pójść do Moniki. Nie zabrałam telefonu i miałam bardzo wielką nadzieję, że zastane ją w domu. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi Monika.
- Cześć skarbie, wyglądasz... okropnie! - Monika zgarnęła mnie ramieniem do środka. - Wejdź jestem sama. Rodzice wyjechali do znajomych. Co się stało ? - zapytała z troską.
- Tak właściwie to mam ci tyle do opowiedzenia, że nie wiem od czego zacząć.
- Siadaj. - posadziła mnie na kanapie, po czym sama wygodnie się rozsiadła. - Gadaj. - klepnęła mnie po dłoni.
Zaczęłam mówić. Słowa wylatywały ze mnie jak pociski. Z każdym było mi lżej. Opowiedziałam o dzisiejszej kłótni z mamą, o tamtym wieczorze kiedy poznałam Patryka, o tych kolesiach, o randce. Monika siedziała w milczeniu i ze skupieniem słuchała moich słów. Kiedy skończyłam, poczułam ulgę.
- Teraz ja coś powiem. Myślę, że prędzej czy później będziesz musiała porozmawiać z mamą. Ale może to jeszcze nie teraz. A teraz kolejna sprawa. Patryk ? Jak ? Gdzie ? Moja malutka Julka ma chłopaka a ja nic o tym nie wiem ? - mrugnęła do mnie. - Jak się nazywa ?
- Kwiatkowski. Jest przeuroczy. Wysoki, przystojny a do tego słodki i utalentowany. I to nie jest mój chłopak! - zaśmiałam się.
- Zaraz zaraz.. ten Patryk Kwiatkowski ? - odparła zszokowana.
- Jak to TEN. - zapytałam ze zdziwieniem.
- Niedostępny, mega przystojny i tajemniczy Patryk ?
- Znasz go ? - moje zdziwienie nie znikało.
- Kochana, kto by go nie znał. Był najbardziej pożądanym obiektem w naszym gimnazjum. Rok temu przyprowadził się tu po śmierci mamy.
- O kurde. - skwitowałam.
- Ty tak na poważnie z tą randką ? - Monika nie dowierzała.
- No pewnie, że tak. - szturchnęłam ja za ramię. - No ej, chyba aż takim potworem nie jestem.
- Tu nie o to chodzi. - cicho zaśmiała się Monika. - Ten koleś nie zbliżył się do żadnej laski w szkole. Zawsze unikał ich jak ognia. Chociaż nie kręcił chyba kiedyś z jedną... ale to nie z naszej szkoły. Ktoś podobno kiedyś widział ich razem na mieście. Ale możliwe, że to jego kuzynka.
- Mhm. - zamyśliłam się. Monika nagle wykrzyknęła:
- Aaaaaa ! Moja przyjaciółka spotyka się z największym ciachem w mieście ! Jak to możliwe ?! - zrobiła głupią minę i rzuciła mi się na szyję.
Wybuchłam śmiechem. ta to wie jak poprawić mi humor.
- To jak kiedy będę miała okazję go poznać ? - popatrzyła na mnie z uniesioną brwią.
- Moni, ale ja nie wiem czy to czasami nie było nasze ostanie spotkanie. A co jeśli nie będzie chciał się już więcej spotkać ? Nie chcę niczego zapeszyć.
- Będzie chciał zapewniam ci. A właśnie. - wtrąciła. - Dostałyśmy zaproszenie na imprezę. Karolina wysłała mi dziś zapro na facebooku, podobno organizuje ją kumpel jej chłopaka i nas wkręciła. Z tego co wiem będzie sporo ludzi. Idziemy ? - zapytała.
- Pewnie. - odparłam. - Kiedy ?
- Jutro.
- Już jutro ? Ale przecież ja kompletnie nie mam się w co ubrać.
- Spokojnie, ważne, że ja mam. Moja szafa pęka, na pewno znajdziesz coś dla siebie. - uszczypnęła mnie w policzek.
- Czyli okej. - uśmiechnęłam się pokazując ząbki. - Chyba będę się zbierać. - spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. - Jutro będę u ciebie ok 16. ok ?
- Pewnie. Odprowadzę cię. - powiedziała Monika.
Odprowadziła mnie pod sam dom, po czym się z nią pożegnałam i weszłam do środka. Mama siedziała przy stole i przeglądała jakieś czasopismo.
- Wróciłam. - rzuciłam krótko.
Mama odpowiedziała skinięciem głowy.
- Ems.. - zatrzymałam się w połowie drogi na górę - Mamo... ?
- Tak ? - mama podniosła wzrok znad czasopisma.
- Jutro idę z Moniką na imprezę do kolegi okej ? - zapytałam.
- Dobrze tylko nie wracaj za późno.
Wiedziałam, że tak odpowie. Nie interesowało ją gdzie idę, z kim, co się ze mną będzie działo. Weszłam do pokoju i włączyłam laptopa. Przejrzałam facebooka, dodałam wpis na photobloga. Faktycznie, też dostałam zaproszenie na imprezę. Przejrzałam listę osób. Widniało na niej nazwisko "Kamil Lubliński". Kliknęłam i ku mojemu zdumieniu okazało się, że to ten sam Kamil, którego poznałam na randce z Patrykiem. Wysłałam mu zaproszenie do znajomych. Od razu mnie zaakceptował. Po chwili usłyszałam dźwięk czatu.
- Widzę, że szykujemy się na imprezę - napisał Kamil.
- A owszem - odpisałam.
- W takim razie do zo mała
- Do jutra. - wyłączyłam rozmowę.
Jutro zapowiada się ciekawy dzień. - pomyślałam, po czym wyłączyłam laptopa i poszłam wziąć prysznic.
______________
Jejku, przepraszam, że taki nudny, ale jakoś ostatnio miałam kaca moralnego
Wgl, nie wiem czy dalej pisać... Jakie jest Wasze zdanie ?
W następnym wpisie dodam fotki Moniki i Julii, jeśli chcecie ;3
Pozdrawiam
 

 
Wyszłam z domu. Kiedy schodziłam ze schodów zobaczyłam smukłego chłopaka ze lśniącą czarną czupryną. Stał oparty o płot, a w ręku faktycznie trzymał kwiaty. Wyglądał nieziemsko. Jak zawsze zresztą. Byłam tak nakręcona, że w jednym momencie straciłam równowagę i.. bum! Wyłożyłam się jak długa potykając się o własne nogi! Kiedy próbowałam się podnieść poczułam że ktoś stoi nade mną i krztusi się ze śmiechu.
- Dzięki za pomoc - syknęłam.
W tej chwili chłopak chwycił mnie za rękę i podnósł z ziemi. Stanęłam na nogach i zaczęłam przywracać się do porządku. Dopiero teraz poczułam, że moje policzki płoną ze wstydu.
- Czy ty za każdym razem kiedy cię widze musisz pakować się w tarapaty ? - powiedział Patryk śmiejącym się głosem. W jego policzkach zauważyłam urocze dołeczki.
- Widocznie robisz na mnie takie wrażenie. - powiedziałam kąśliwie ale zaraz pożałowałam swoich słów.
- No proszę czego się to dowiaduję. - cały czas był bardzo rozbawiony. - Ale cóż każdemu mogło się zdarzyć. - powiedział próbując powstrzymać kolejny wybuch śmiechu. - Nic ci nie jest ? - dodał już bardziej z troską.
- Nie ale dzięki, że się martwisz. - odrzekłam przewracając oczami.
- W takim razie chodźmy. W ogóle to ślicznie wyglądasz. I ślicznie się rumienisz.- mrugnął do mnie.
Zignorowałam go.
- Dokąd pójdziemy ? - zapytałam.
- Niespodzianka. - odrzekł patrząc przed siebie.
- Nie lubię niespodzianek. - wyciągnęłam dolną wargę. Patryk widząc moją minę znowu się roześmiał.
- Poluubisz. - powiedział.
- Czyli nie dość, że nic o tobie nie wiem, to jeszcze zabierasz mnie w jakieś tajemnicze miejsce ? Ciekawie. - uniosłam jedną brew.
- Już trochę o mnie wiesz. - spojrzał na mnie. - Wysil mózgownice.
- Hmmm a więc: - zmrużyłam oczy. - Masz na imię Patryk, masz uroczego psa o imieniu Bruno. - dodałam ucisk na "uroczego" przypominając sobie zarazem kąpiel w błocie - I mieszkasz chyba gdzieś w mojej okolicy. - przypomniałam sobie.
- Bystra dziewczynka.
- W każdym razie to jak kropla w morzu. Na jakiej podstawie mam wierzyć, że mi nic nie zrobisz ? - zapytałam ciekawsko.
- Zgodziłaś się na wyjście ze mną, to tak jakbyś podpisała umowę o ufność. - powiedział tajemniczo. - Nie ufasz mi ? - powiedział z zawadianckim uśmiechem.
- A mam ?
- Spróbuj. - odrzekł.
Zorientowałam się, że coraz bardziej oddalamy się od mojej dzielnicy. Ba! Byliśmy bardzo daleko od centrum Poznania. Kiedy myślałam, że zabierze mnie do jakiejś przytulnej kawiarni na uboczach miasta, Patryk zmienił kierunek kursu. Skręciliśmy w wąską alejkę.
- Dokąd idziemy ? - zapytałam ponownie - Nigdy tu nie byłam.
- Zobaczysz. - rzekł z tajemniczym uśmiechem, po czym podszedł do mnie od tyłu i zasłonił mi oczy dłońmi. Krew zaczęła szybciej mi krążyć, chociaż wcale nie byłam zadowolona z takiej reakcji.
- Posłuchaj - szepnął. - Co słyszysz ?
Skupiłam się.
- Szelest drzew. Śpiew ptaków. Rechot... zaraz... żaby ? - zdziwiłam się i odwróciłam się do niego przodem.
Przytaknął z tym jego tajemniczym wzrokiem. Słońce już zaszło za horyzont, ale było jeszcze jasno. Nagle zza drzew moim oczom ukazał się piękny widok. Był to spory park, nad rzeką, z ogromnymi drzewami, pod jednym stała ławka. Było wręcz magicznie.
- I jak ? - zapytał Patryk kołysząc się na piętach. - Podoba się ?
- Jak tu ślicznie.
- Wiem. - uśmiechnął się. - Bardzo lubię tu przychodzić. - zamyślił się i jakby posmutniał. - Usiądźmy. Przygotowałem coś jeszcze. - powiedział po czym wyciągnął koszyk z jedzeniem. Zajrzałam do środka.
- Truskawki! - ucieszyłam się. - Uwielbiam je. - zaśmiałam się.
- A kto nie ? - uśmiechnął się. Kurde, można byłoby się w nim zakochać. Szybko odgoniłam tę myśl.
- A więc dowiem się o tobie czegoś więcej ? - zapytałam zajadając się owocami.
- Pytaj o co chcesz.
- Dokładna data urodzenia, grupa krwi, rozmiar buta, ilość włosów na głowie... co tu jeszcze... - zaczęłam wyliczać.
- 13 marzec 1996, ABRh+, 41, około 100 tysięcy. - powiedział bez zastanowienia. Moja mina - bezcenna.
- Kurde, dobry jesteś. - zaśmiałam się. W sumie to dowiedziałam się o nim, że ma młodszą siostrę Anię, mieszka w sąsiedniej dzielnicy i uczęszcza na Akademię Sztuk Pięknych.
- Łał. - skomentowałam. Nie dość że przystojny to jeszcze utalentowany. To musi być sen.
- Gdzie pracują twoi rodzice ? Przepraszam, jestem wścibska.
- Tata jest prawnikiem, a mama była malarką.
- Była ?
- Umarła 2 lata temu.
- Oj. Przepraszam nie chciałam. Nie wiedziałam. - było mi głupio.
- Nie szkodzi. - uśmiechnął się smutno. - A jak jest u ciebie ? - zmienił temat. - Masz jakieś rodzeństwo ?
- Niee, jestem jedynaczką. Moi rodzice ciągle pracują i opiekuje się mną Dorota, nasza gosposia. - powiedziałam.
- Czym się interesujesz ?
- Tak właściwie to kiedyś chodziłam na zajęcia z lekkoatletyki. Poza tym rysuję.
Dobrze nam się razem rozmawiało. Zrobiło się całkiem ciemno, ale latarnie zamontowane wzdłuż alejek w parku oświetlały rzekę. Mimo iż noc była wyjątkowo ciepła, zadrżałam z zimna. Patryk nawet nie pytając zdjął swoją koszulę i zarzucił na plecy. Uśmiechnęłam się.
- Zbieramy się ? - zapytał. Wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy w stronę domu. Po drodze cały czas rozmawialiśmy. Nagle w oddali pojawiła się grupka chłopaków. Patryk westchnął.
- Nie będziesz miała nic przeciwko jeśli przedstawię cię swoim kumplom ? - powiedział nieśmiało.
Przez chwile nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu odrzekłam:
- Nie no coś ty. - uniosłam kąciki ust.
- Cześć stary ! - do Patryka podszedł wysoki blondyn po czym podali sobie ręce. To samo zrobił nieco niższy brunet, chłopak z kolczykiem i pozostali. Jak się za chwilę dowiedziałam był to Kamil, Adrian i Damian. Reszty nie pamiętam. Chwilę pogadali i już ich nie było.
- Narka Julia ! - krzyknęli i znikli mi z oczu.
- Nie ma co, uroczy ci twoi koledzy. - stwierdziłam.
- Taaaa bardzo. - podniósł jedną brew.
Kiedy dotarliśmy do mojego domu Patryk sięgnął po coś leżącego na murku.
- Twoje kwiaty. - podrapał się po głowie. - Przez twój upadek całkowicie o nich zapomniałem. - zaśmiał się.
Również zaczęłam się śmiać. Faktycznie mogło to komicznie wyglądać. Podał mi kwiaty.
- To ja będę leciał. Dziękuję za bardzo mile spędzony wieczór niezdaro.
- Bardzo śmieszne. - powiedziałam z ironią
Zaczął się do mnie powoli przybliżać. Kiedy był bardzo blisko mnie nagle podniósł rękę i dotknął moich włosów.
- Piórko. Miałaś piórko we włosach. - uśmiechnął się i wypuścił biały puszek z palców.
Myślałam że oszaleję. Na serio byłam święcie przekonana, że chce mnie pocałować!
- To ja będę leciał. - powiedział wskazując na ulicę. - Adios mała.
- Paaaaa. - odrzekłam cicho, ale jego już nie było. Znowu poczułam się jak kretynka. No nic.
Weszłam do domu i rozebrałam buty. Ku mojemu zdumieniu w domu była tylko Dorota.
- Hej skarbie, w końcu jesteś. - powiedziała.
- Gdzie rodzice ? - spytałam.
- Poszli na kolację, zaraz powinni wrócić. Jesteś głodna ? Co za piękne kwiaty ! - wskazała na bukiet nieco już oklapniętych róż.
- Dziękuję nie jestem głodna. Taaak mogłabyś je zabrać ? - podałam kwiaty Dorocie.
- Są śliczne. - zachwyciła się. - Nie pomyślałabym, że dzisiejsza młodzież jest aż tak sentymentalna.
- Też się zdziwiłam uwierz. - zaśmiałam się. - Bartek poszedł do domu ?
- Tak poszedł niedługo po tym jak wyszłaś. - powiedziała wkładając kwiaty do wazonu.
- Aha. Pójdę na górę. Dobranoc. - posłałam Dorocie uśmiech.
- Śpij dobrze słonko. - odpowiedziała Dorota.
Weszłam do pokoju. Było już dobrze po 23. Dopiero teraz włączyło mi się myślenie. Spędziłam tyle czasu w towarzystwie Patryka, a nie znalazłam odpowiedzi na żadne pytanie, które kłębiły mi się od tamtego wieczoru kiedy wracałam od Moniki. Wiedziałam że nie było to nasze ostatnie spotkanie. Teraz jednak postanowiłam odpocząć po dniu tak przepełnionym różnymi emocjami. I wszystko przez jednego człowieka. Jutro spotkam się z Monikom. Muszę się wreszcie komuś wygadać.
  • awatar Gość: *-* Gdy to czytam mam uśmiech na twarzy :D Och jak ja bym chciała mieć takie szczęście *-*
  • awatar Gość: kochana proszee dodaj ten rozdział już nie mogę sie doczekać NIECIERPLIWIĘ sie :D
  • awatar spontan, szaleństwo i kupa śmiechu.: mega wpis. ♥ + zapraszam do mnie, mile widziany komentarz ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Zakupy poszły wyśmienicie. Bartek kupił sobie chyba z pięć par spodni, trzy bluzy, kilka koszulek i koszulę w kratę którą sama dla niego wybrałam. Dla siebie wybrałam trzy fajne koszulki i za namową Bartka koszulę mgiełkę. Uważa że wyglądam w niej słodko. Kiedy zmęczeni, lecz zadowoleni zakupami wychodziliśmy z galerii postanowiłam wpaść do Moniki po moją torebkę, którą ode mnie pożyczyła.
- Nie będziesz miał nic przeciwko jeśli wstąpimy po drodze do mojej przyjaciółki Moniki ? - spytałam Bartka.
- Spoko. Ale zaraz.. to ty masz przyjaciół ? - spytał z ironią, trącając mnie łokciem w bok.
- Bardzo zabawne. - lekko zepchnęłam go z chodnika.
- Daleko jeszcze ? Tak szczerze to padam z nóg, a ty mnie jeszcze po koleżankach chcesz ciągać. Ostrzegam, jak zaczniecie nawijać o tym co sobie kupiłaś albo jaki odcień błyszczyka użyć, wyjdę z siebie i stanę obok.
- Postaram się. - wyszczerzyłam się w uśmiechu.- Zadzwonię do niej. - Odebrała po kilku sygnałach.
- Cześć koleżanko ! Mam sprawę. Wpadnę za chwilkę po moją torebkę, którą ode mnie ostatnio pożyczyłaś okej ? Jestem już za zakrętem. - powiedziałam.
- Okej okej. To może ja wyjdę ? U mnie w domu jest mały chaos, moi rodzice wyprawiają przyjęcie, wiesz jak jest.
- O, to nawet lepiej. Przy okazji poznasz Bartka. - spojrzałam na niego, który widocznie usłyszawszy swój głos wyrwał się ze swoich rozmyślań.
- To już wychodzę. - rozłączyła się.
Po chwili zobaczyliśmy Monikę. Była ubrana w krótkie jeansowe spodenki i białą koszulkę. Jej burza loków jak zwykle wyglądała olśniewająco.
- Czeeeść. - podeszła do mnie i mnie uściskała. Odwzajemniłam uścisk. - A ty pewnie musisz być Bartek. - wskazała na chłopaka.
- We własnej osobie. - uśmiechnął się Bartek.
- Julia trochę mi to tobie opowiadała. - powiedziała.
- Doprawdy ? Pewnie same pozytywy jak mniemam. - w tym momencie puścił do mnie oczko
- Ależ naturalnie. - zaśmiała się Monika.
- No chyba nie ! - wtrąciłam z ironią, teatralnie przewracając oczami.
- Dobra dobra, wszyscy wiedzą, że mnie uwielbiasz, nie da się tego ukryć. - uśmiechnął się szelmowsko Bartek.
- Poddaję się. Macie mnie. - powiedziałam.
Zauważyłam, że Monika wpadła Bartkowi w oko. Nawet fajnie. - pomyślałam.
- Może chcesz pójść z nami na lody ?- spytał nagle Bartek Monikę.
- Ekhem, czy ja o czymś nie wiem ? Przed chwilą byłeś tak zmęczony, że nawet nie chciałeś tu przyjść. - spojrzałam na niego spod okularów.
- Nooo tak, w każdym razie jest upalnie, a trochę ochłody dobrze ci zrobi, nie marudź. - powiedział.
- Hahah, bardzo miło z twojej strony, ale niestety muszę wracać. Rodzice organizują przyjęcie i muszę troszkę pomóc. Ale bardzo dziękuję za zaproszenie. - Monika wysłała Bartkowi śliczny uśmiech.
- Pewnie. - odpowiedział Bartek. - To nic zwijamy, do zobaczenia. - pomachał Monice na pożegnanie.
- Papa. - odmachała mu Monika.
Kiedy oddaliliśmy się od domu Moniki, szturchnęłam Bartka pod żebro.
- I cooo, fajna jest nieee ? - spytałam z zabawną miną.
- No, nie powiem, że nie. - przyznał - Kim był ten chłopak w galerii ?- spytał.
- Znajomy - odparłam mimochodem.
- Mhm.
- Okej pośpieszmy się trochę, mam randkę. - powiedziałam bez namysłu.
- Ha ! Czyli jednak. - poczochrał mi włosy.
- Ojjj noo, może nie randkę, ale hmmm.. spotkanie ?
- Dobra dobra, nazywaj sobie to jak chcesz, ja wiem swoje. - mrugnął do mnie. - To jak, szybciej, bo nasza księżniczka musi wyglądać dziś olśniewająco! - zaśmiał się. - Wskakuj. - spoważniał.
- Co ? - zdziwiłam się.
- No wskakuj na plecy, bo w twoim żółwim tempie nigdy nie dojdziemy.
- Ale serio ?
- Serio serio. No już.
Ze śmiechem wskoczyłam mu na plecy. Bartek ruszył biegiem, a ja nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, bo wydawał przy tym takie dziwne odgłosy. Wszyscy się za nami oglądali, ale jakoś mi to nie przeszkadzało.
Kiedy dotarliśmy do domu, zobaczyłam samochód taty. Mimo tego, że nie widziałam ich prawie miesiąc nie cieszyłam się jak kiedyś, kiedy byłam mała. Kiedy weszliśmy do domu przywitał mnie tata, a po nim mama.
- Czeeść słońce, stęskniliśmy się za tobą. - powiedział tata.
- Ja za wami też. - uśmiechnęłam się.
- Czy ja dobrze widzę ? To jest nasz mały pocieszny Bartuś ? - powiedziała mama, po czym chwyciła Bartka za ręce. - Ale ty wyrosłeś. Przystojniak z ciebie. - zaśmiała się po cichu. - Proszę proszę, jak te dzieci szybko rosną. Choć Julciu, kupiłam ci kilka rzeczy, mam nadzieję że ci się spodobają. - spojrzała na mnie z ciepłym, aczkolwiek zmęczonym uśmiechem.
- Na pewno. - odwzajemniłam uśmiech. - Tylko czy możemy przełożyć to na później ? Jestem umówiona na wieczór, a muszę się jeszcze wyszykować.
- Pewnie kochanie. - powiedziała tylko mama. Była to szczupła osoba, o kasztanowych włosach. Zawsze przypominała mi Demi Moore.
- To ja idę na górę. - oznajmiłam. Weszłam do pokoju i skierowałam się prosto w stronę łazienki. Wzięłam długi prysznic, przeprowadziłam różnego rodzaju zabiegi pielęgnacyjne, po czym owinęłam się ręcznikiem i weszłam do pokoju. Po dłuższym namyśle i postanowiłam ubrać koszulę, którą doradził mi Bartek, legginsy i miętowe conversy. Szczerze zaczynałam się trochę denerwować. Wróciłam do łazienki, po czym wysuszyłam włosy, wyprostowałam i upięłam w wysoki kucyk. Założyłam kolczyki i zrobiłam lekki makijaż. Nałożyłam błyszczyk i użyłam moich ulubionych perfum. Kiedy ubrałam się w przygotowany wcześniej zestaw, do pokoju wszedł Bartek. Zjechał mnie z góry do dołu wzrokiem i stał chwilę milcząc. W końcu powiedział : - Łał.
- Tylko tyle ? - zaśmiałam się.
- Wyglądasz.. nieziemsko. Kurde, szczęściarz z tego faceta. - mrugnął do mnie.
Lekko się zarumieniłam. Nie przywykłam do takich komplementów.
- Która godzina ? - zapytałam.
- Za chwilę dziewiętnasta.
Wyjrzałam przez okno. Poczułam, że zaczynają pocić mi sie ręce.
- Będzie dobrze. - pstryknął mnie w nosek. Zaśmiałam się.
- Patrz tylko - obrócił mnie w stronę okna. - Romeo już jest. Spojrzałam i zobaczyłam chłopaka w czarnych rurkach, czarnych trampkach i koszuli. W ręku trzymał bukiet czerwonych róż. Serce zaczęło bić mi mocniej.
- No już, co tak stoisz, leć do niego. - Bartek popchnął mnie lekko w stronę drzwi.
- Życz mi powodzenia. - wzięłam głęboki wdech, po czym szybko zbiegłam po schodach i krzyknęłam krótkie "cześć" na pożegnanie rodzicom i wyszłam z domu.
___________

a teraz pora na fotki

tak wyobrażam sobie Bartka.

a tak Patryka

Oczywiście lekkie różnice dopuszczalne, ale po prostu jak szukałam w sieci, ci chłopcy najbardziej chyba odzwierciedlają moje wyobrażenia

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Obudziłam się gwałtownie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nie kogo innego tylko Bartka. Ściągnął ze mnie kołdrę, a ja rzuciłam się po nią z piskiem.
- Co ty wyprawiasz ? - wykrzyknęłam. - Która jest godzina ? Bartek, zabiję cię. - opadłam ciężko na łózko.
- Dziewiąta rano, skowroneczku. - powiedział z bezczelnym uśmiechem. Bardzo ładnym bezczelnym uśmiechem, tak na marginesie.
- Która ?! Czy tobie odbiło ? Jest sobota. - zaprotestowałam ze znużeniem.
- Zakupy zakupyyy... - zanucił Bartek.
- Nie możemy pójść jakoś po południu ?. - westchnęłam.
- Centra handlowe już szykują się do otwarcia, więc wybieraj: albo wstajesz albo idę po dzbanek z wodą.
- Nie zrobisz tego. - zmrużyłam oczy.
- Jesteś pewna ? - odparł z szelmowskim uśmiechem.
- Uuuuh dobra dobra. - poddałam się z kolejnym westchnieniem, podnosząc ręce w kapitulacyjny sposób.
- Robić z tobą interesy to sama przyjemność. - zaśmiał się.
- Taa, a teraz spadaj. - ze śmiechem rzuciłam w niego poduszką.
Kiedy chłopak zniknął za drzwiami, szybko wyskoczyłam z łóżka i weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, po czym umyłam zęby, wyprostowałam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Weszłam do garderoby i po dłuższym namyśle wybrałam czarne szorty, luźna szarą bluzkę z napisami, białe conversy i czarne raybany. Całość wyglądała nieźle. Szybko zbiegłam po schodach. Bartosza zastałam w dziwnej pozycji leżącej na kanapie. Zauważył mnie i powiedział:
- No nareszcie! Ile można na ciebie czekać ?
Puściłam do niego oczko.
- Dzień dobry Dorota. - przywitałam się.
- Cześć skarbie. - uśmiechnęła się. - Zjesz coś ?
- Nie dziękuję, zjem na mieście. To jak idziemy.? - skierowałam swoje pytanie do Bartka.
- Tak jest! - powiedział salutując mi.
Wyszliśmy z domu. Przez drogę Bartek jak zwykle rozweselił mnie do łez. Dotarliśmy do galerii.
- Najpierw idziemy do empiku, ok ? - powiedział Bartek. - Chcę kupić kilka płyt.
- Okej. - odpowiedziałam.
Kiedy przechodziłam między regałami, kątem oka dostrzegłam... nie kogo innego tylko Patryka oczywiście! Czy ten koleś musi być wszędzie tam gdzie ja ? Postanowiłam troszkę go poobserwować. Odwróciłam się do regału z książkami, ale kusiło mnie żeby spojrzeć jeszcze raz. Zakradłam się do sąsiedniego działu z książkami, aby móc go obserwować. Wyglądał wręcz nieziemsko w czarnych dopasowanych spodniach i luźnej koszulce bez rękawów doskonale ukazującej jego mięśnie. Nagle mój wzrok przykuła okładka znanej mi książki. Zaczęłam ją oglądać i po chwili zorientowałam się, że straciłam Patryka z pola widzenia. Jeśli wyszedł ze sklepu to na pewno będzie jeszcze w budynku.- pomyślałam. Już chciałam iść do kasy szybko zakupić książkę, kiedy nagle ktoś postukał mnie palcem w ramię.
Odwróciłam się gwałtownie.
- Czy pani próbuje mnie śledzić ? - zapytał rozbawionym głosem Patryk, opierając się ramieniem o regał z książkami.
Byłam w szoku. Myślałam że mnie nie zauważył!
- O to samo mogłabym zapytać ciebie. - powiedziałam wymijająco. - Jesteś wszędzie tam gdzie ja. - powiedziałam prawie że z irytacją.
- Panienka się nie denerwuje. - zaśmiał się. - Ślicznie wyglądasz. - powiedział po chwili i założył mi zbłąkany kosmyk włosów za ucho.
Zalała mnie fala ciepła.Patryk uśmiechnął się pod nosem.
Spojrzałam mu w oczy. Były nieokreślonego koloru, z niesamowitą głębią. W tej chwili podszedł Bartek.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale - tu skierował wzrok na mnie - Ja już wszystko kupiłem, a przecież nie po to tu przyjechaliśmy. - uśmiechnął się skromnie.
- Tak właściwie to chciałam jeszcze się rozejrzeć za paroma książkami, więc może spotkamy się za chwilę ? - powiedziałam.
- Okeeeej. - powiedział niepewnie i spojrzał na Patryka. - To ja poczekam w kawiarni na przeciwko. - wskazał na szyld po drugiej stronie.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Przeniosłam wzrok z powrotem na Patryka.
- Chłopak ? - zapytał.
- Nawet jeśli tak, to co ? - zapytałam z uniesioną głową.
Uśmiechnął się łobuzersko.
- W takim razie nie będzie miał nic przeciwko jak zaproszę cie na spacer - rzekł z pewnością siebie.
- Niestety, nie umawiam się z nieznajomymi. - powiedziałam.
- Na szczęście ja tak. Będę o 19. - i tyle go wiedziałam. Pewnym krokiem wyszedł ze sklepu.
Byłam na siebie wściekła a jednocześnie bardzo podekscytowana. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Zarazem chciało mi się skakać do nieba, choć moja duma mówiła mi, że nie powinnam była iść na to spotkanie. Ostatecznie postanowiłam, że pójdę. Nagle rozległ się dźwięk mojej komórki.
- Julia ? - usłyszałam Bartka. - Już wybrałaś te książki ?
- Emmm, tak już do ciebie idę. - rozłączyłam się.
Szybko kupiłam książkę po czym schowałam ją do torby. Wyszłam ze sklepu i skierowałam się w strone kawiarenki, w której miał czekać na mnie Bartek. Zauważyłam go i podeszłam.
- Coś długo wybierałaś tą książkę. - powiedział dając nacisk na ostatnie słowo.
- Spadaj. - odpowiedziałam żartobliwie, delikatnie się rumieniąc.
- Dobra, dobra nie wnikam. I tak prędzej czy później mi powiesz. - puścił do mnie oczko.
Przewróciłam oczami.
- Dalej, chcesz coś sobie kupić czy nie ? Nie mam zamiaru całego dnia spędzić w galerii.
- Oczywiście sir. - Bartek poczochrał mi włosy.
Zaśmiałam się. Ruszyliśmy na podbój sklepów. Postanowiłam, że kupię sobie jakiś nowy ciuch. Już nie mogłam doczekać się wieczoru.
______________

Chcecie może zdjęcia poszczególnych bohaterów, tak jak ja sobie ich wyobrażam ? Piszcie w komentarzach
całusy Julia
  • awatar Gość: Wciągające :P
  • awatar Gość: czekam na next :D
  • awatar FUCK YOU ARE.!: No pewnie, że chcemy. Co to za pytanie. ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Następnego dnia wyruszyłyśmy z Dorotą po Bartka na lotnisko.
- Julia szybciej, bo się spóźnimy! - wciąż upominała mnie Dorota.
- Już już spokojnie. Bartek nie zając nie ucieknie. Chyba. - uśmiechnęłam się. - No to już pędzimy do samochodu.
Wsiadłyśmy do zaparkowanego na podjeździe białego BMW mojej mamy. Wyruszyłyśmy. Na szczęście nie miałyśmy zbyt daleko. Gdy tylko weszłyśmy, czekał na nas (bardzo) przystojny chłopak. Nie mogłam uwierzyć, że to ten sam Bartek! Dorota szybko chwyciła go w ramiona, a w oczach miała łzy.
- Syneczku jak ja tęskniłam! Aleś ty wyrósł. - powiedziała nie wypuszczając go z ramion.
Chłopak przytulił ją. Był wyższy od niej o całą głowę. Przypatrywałam się im w milczeniu.
- A to jest Julia, pamiętasz ją jeszcze ? - spytała wskazując na mnie.
Skierował wzrok na mnie.
- To jest Julia ? - spytał ze zdziwieniem. - Ta smarkata Julia której kazałem jeść robaki ? - zaśmiał się. - Fiu fiu, muszę przyznać, niezła laska z ciebie wyrosła. - uśmiechnął się. Miał śliczny uśmiech, ciemne długie włosy z grzywką i duże brązowe oczy.
- Hej, hej to wcale nie było zabawne. - zaśmiałam się.
- No chodź tu do mnie no. - rozłożył ramiona ze śmiechem.
- Tęskniłeś nie ?
- No pewnie i to jak. - uściskał mnie. Miał bardzo ładne perfumy.
- Więc jak dzieciaczki, jedziemy do domu ? Bartek pewnie jest zmęczony. - rzekła Dorota.
- Spokojnie mamuś. - powiedział Bartek. - Mamy czas.
Wszyscy ruszyliśmy do samochodu. Bartek jest przesympatyczny. Umierałam ze śmiechu kiedy opowiadał nam nam dowcipy i przez całą drogę! Po drodze wstąpiliśmy do centrum handlowego na lody. Wspaniałe popołudnie. Dotarliśmy do domu. Dorota zaparkowała samochód i wszyscy poszliśmy na wspólną kolację.
- To ja może oprowadzę Bartka po domu ? - spytałam. - Coś czuję, że będzie tu częstym gościem. - puściłam do niego oczko.
- Z twoim towarzystwem ? - powiedział przekornie. - Będę unikał tego domu jak ognia.
- Ha,ha. - szturchnęłam go pod żebro. - Jeszcze zobaczymy.
- Okej, okej - podniósł obie ręce w kapitulacyjny sposób. - Ja już nic nie mówię.
Oprowadziłam Barka po domu, a kiedy zeszliśmy na dół, kolacja już czekała na stole.
- Siadajcie dzieci smacznego. - powiedziała Dorota.
Zaczęliśmy jeść kanapki. Były pyszne.
- Jutro oprowadzę cię po mieście. Jeśli chcesz oczywiście. - spojrzałam na niego.
- Jeszcze pytasz. Może zakupy ? Musiałbym nabyć kilka nowych ciuchów. - powiedział.
- Serio mówisz ? Chyba pierwszy raz w życiu słyszę, że chłopak chce iść na zakupy! - zaśmiałam się.
- Haha, widzisz ma się tą wyjątkowość. - zażartował i w teatralny sposób zarzucił włosami.
- Okej, czyli jesteśmy umówieni. - odrzekłam ze śmiechem.
Kiedy Bartek z Dorotą odjechali przypomniałam sobie, że byłam umówiona na jutro z Moniką. Kompletnie o tym zapomniałam. Postanowiłam do niej zadzwonić i przełożyć spotkanie. Odebrała po pierwszym sygnale.
- Hej Jula, co tam ?
- Hej Moni. Dzwonię do ciebie, żeby przełożyć nasze jutrzejsze spotkanie. Wiesz przyjechał Bartek, syn Doroty i obiecałam mu, że oprowadzę go po mieście. - powiedziałam przepraszającym tonem.
- Wiesz, że też chciałam do ciebie dzwonić ? Mój tato wymyślił sobie zjazd rodzinny, w którym obowiązkowo muszę uczestniczyć.- westchnęła. - Co to za Bartek ? Jakieś ciacho ?
- Hahah, jest mega przystojny. Bardzo pozytywny gość. Na pewno cię z nim zapoznam. - obiecałam.
- Okej to super. - powiedziała.
- To kończę, jeszcze zadzwonię co do spotkania. Dobranoc.- odrzekłam.
- Papa.- rozłączyła się.
Wykapałam się i ułożyłam do snu. Jakaś zabłąkana myśl przeleciała mi przez głowę przypominając o Patryku. Postanowiłam o nim nie myśleć. Jutro zapowiada się przyjemny dzień.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Następnego dna wstałam, po czym wzięłam dłuugi prysznic. Zeszłam na dół. Dorota jak zwykle krzątała się w kuchni.
- Dzień dobry słoneczko, śniadanie już na ciebie czeka. - powiedziała i wskazała na stół, na którym leżała ogromna góra gofrów z bitą śmietaną i owocami.
- Mmm, aż ślinka cieknie, dziękuję. - podeszłam do Doroty i ucałowałam ją w policzek.
- Jedz skarbie. Jak się czujesz ? - spytała.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się, chociaż nie mogłam zapomnieć o wydarzeniach z wczorajszej nocy. W głowie miałam mętlik, lecz postanowiłam jedno: za wszelką cenę muszę się jak najwięcej dowiedzieć o Patryku. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Doroty, który oznajmił.
- Julia, mam dla ciebie nowe wiadomości. - powiedziała, jakby wahając się jak je odbiorę.
- Słucham w takim razie. - odpowiedziałam z pełną buzią. Gofry wyjątkowo mi smakowały, może też dlatego, że wczoraj prawie nic nie zjadłam.
- Jak wiesz mój syn o kilku lat mieszka z ojcem w Anglii. - zaczęła - Są wakacje i w związku z tym... Bartek postanowił przyjechać do mnie, do Polski.
Szczerze mówiąc, byłam zaskoczona. Znałam Bartka bardzo dobrze. Razem się wychowaliśmy. Kiedy wyjeżdżał z Polski był wrednym dziesięciolatkiem, który w dzieciństwie kiedy bawiliśmy się razem w piaskownicy, zawsze zmuszał mnie do jedzenia robali. Nigdy mu tego nie zapomnę. Ale kto wie, może się zmienił ?
- To fantastycznie. - powiedziałam tylko. - Na prawdę bardzo się cieszę. - uśmiechnęłam się.
- Ja jeszcze bardziej. Tak bardzo się za nim stęskniłam. - rozczuliła się.
- Kiedy przylatuje ? - spytałam.
- Jutro.
- Tak szybko ? No proszę, proszę. W takim razie leć do domu i przygotuj mu wszystko. Jeżeli chcesz mogę pojechać z tobą po niego na lotnisko. - powiedziałam.
- Na prawdę ? Jesteś kochana. - Dorota uszczypnęła mnie w policzek, po czym odrzekła. - To ja lecę do domu. Zaraz wracam. - i już jej nie było.
Postanowiłam pooglądać trochę telewizję. Usiadłam na skórzanej czarnej kanapie i zaczęłam skakać po kanałach. Nic ciekawego. Wzięłam do ręki telefon i zaczęłam się nim bawić. Przypomniałam sobie o dziwnym kontakcie, który wczoraj zignorowałam. Postanowiłam go sprawdzić. Zadzwoniłam pod ten numer, który był zapisany jako "P". Po kilku sygnałach rozległ się dziwnie znajomy mi głos.
- Halo ? - usłyszałam.
Spanikowałam. Wiedziałam do kogo należy ten głos. Rozpoznałabym go wszędzie.
- C..Co.. Co w moim telefonie robi twój numer ? - powiedziałam niewyraźnie.
Usłyszałam jak rozmówca się uśmiecha.
- To tu jest. Martwiłem się, że go zgubiłem. - niemalże widziałem jego szelmowski uśmiech. - Wiedziałem, że zadzwonisz.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Zatkało mnie. Zignorowałam jego żart.
- Czy możemy się spotkać ? - wyrwało mi się nagle. - Myślę, że mamy parę spraw do omówienia. - udało mi się opanować emocje, jakie wywołał na mnie jego głos.
- Niestety, mała. Ale fajnie było znowu usłyszeć twój śliczny głos. - dodał niemalże z uczuciem (?)
Rozłączyłam się. Byłam wściekła. Wściekła i na niego, że był taki tajemniczy, a ja nie lubiłam tajemnic i na siebie, że tak reaguję na jego całego. To jak patrzył na mnie tamtej nocy i jak mnie przytulał, było tak ogień. Kiedy sobie o tym przypomniałam zalewało mnie ciepło. Musiałam się z nim spotkać. Nawet jeśli sam nie chce lub rzekomo nie może, zmuszę go do spotkania. Jeszcze nie wiem jak, ale to zrobię.
_______________

Już dzisiaj chciałabym wszystkim czytelniczką mojego bloga życzyć udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku !
Pozdrawiam, Julia ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Zaraz, skąd ja znam ten głos ? Na pewno go już słyszałam... Patryk! Imię obijało mi się w głowie, niczym echo.
Marcin mnie puścił. Reszta grupy gdzieś się nagle ulotniła. Patryk podbiegł to Marcina i z całej siły go odepchnął.
- Bohater za pięć groszy. - z drwiną powiedział Marcin.
- Spadaj od niej. - powiedział spokojnie Patryk.
- Haha, nie odpuszczę takiej niuni. Chcesz, możemy się nia podzielić. - znowu drwina.
Patryk nie wytrzymał. Uderzył Marcina w twarz. Byłam przerażona. Marcinowi leciała krew z nosa. Leżał, jakby nieprzytomny. Patryk podbiegł do mnie i mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk. Przyczepiłam się do niego jak mała małpka i nagle wybuchnęłam płaczem. Cały strach uszedł ze mnie wraz ze łzami.
- Nic ci nie jest ? - Szepnął mi do ucha głaszcząc po głowie. - Ciiiiii. - uspokajał mnie.
Kątem oka zobaczyłam jak Marcin wstaje. Już chciałam krzyknąć, ale Patryk mnie uprzedził.
- Zabierzcie go. - powiedział cicho.
Nie wiedziałam do kogo mówi. Wtem zobaczyłam kilku chłopaków, którzy chwycili Marcina za ramiona i z nim odeszli.
Puściłam Patryka, dopiero teraz uświadamiając, jak mocno go przytulałam.
- Przepraszam... - nie wiedziałam co powiedzieć. On tylko na mnie patrzył, jakby sprawdzając czy czasami nie jestem skaleczona. Nasze oczy się spotkały. Szybko odwróciłam wzrok. Chyba zauważył moje zmieszanie, bo powiedział tylko:
- Chodź, odprowadzę Cie do domu.
Nie miałam nic przeciwko. Szliśmy w kompletnej ciszy, słychać było tylko nasze oddechy. Nie wiem jak i dlaczego, ale czułam się przy nim wyjątkowo bezpiecznie. A przecież prawie go nie znałam.
Dotarliśmy do bramy mojego domu. Przystanęliśmy. Przez chwilę staliśmy w milczeniu, ale czułam jego wzrok na sobie.
- To ja już pójdę. - odrzekł cicho. Powoli się odwrócił.
- Patryk... - powiedziałam bardzo cicho, myślałam, że nie usłyszy. - Dziękuje.
Lekko się odwrócił i nic nie mówiąc tylko się uśmiechnął, po czym odszedł. Szybko wbiegłam do domu. Dorota porwała się z krzesła i szybko do mnie podbiegła.
- Dziecko kochane, jak ja się martwiłam! - wykrzyknęła. - Już chciałam dzwonić na policję, do szpitala...
- Dorota, uspokój się. Nic mi nie jest, jestem cała i zdrowa. Bardzo cię przepraszam. - przytuliłam ją.
- Nie rób mi tego więcej. - poprosiła.
Pomyślałam, że kocham Dorotę bardziej niż własną matkę. Bo tak właściwie ja nigdy mamy nie miałam. To ona zawsze odkąd sięgam pamięcią zajmowała się mną, wyprawiała do szkoły, pomagała w lekcjach, pocieszała w trudnych chwilach. Była jak mój dobry duch.
- Pójdę się położyć. - zmusiłam się do uśmiechu.
- Dobrze skarbie. Nie jesteś głodna ? - spytała.
- Nie, dziękuję. - nie miałam ochoty ani na jedzenie, ani na cokolwiek. Marzyłam tylko o śnie. W głowie miałam okropny natłok myśli.
- Dobranoc Dorota. - powiedziałam.
- Śpij spokojnie. - odparła z troską.
Wbiegłam na górę, szybko zdjęłam ubranie i rzuciłam się na łóżka. Nie chciałam o niczym myśleć, dlatego włożyłam słuchawki w uszy i włączyłam muzykę na całą głośność. Skupiłam się na muzyce. Zasnęłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi. Słońce miało się ku zachodowi. Spojrzałam w stronę drzwi.
- Juleńko, jakiś chłopiec przed chwilą tu był i kazał żebym Ci to przekazała. - Dorota podała mi moją małą torebkę kopertówkę. Szybko wstałam z łóżka i podbiegłam do okna.
- Kiedy był ?! Gdzie on jest ?!
- Spokojnie kochanie, już poszedł. Mówiłam mu, żeby został i poczekał, aż cię obudzę, ale zniknął tak szybko jak się pojawił. - odrzekła.
- Hmm.. Okej. Mogłabyś uszykować mi coś do jedzenia ? Zgłodniałam. - uśmiechnęłam się mimo woli.
- Oczywiście skarbie już szykuję. - Dorota wyszła.
Usiadłam na łóżku i sięgnęłam do torebki. Na szczęście nie była przemoczona i nic z niej nie zginęło. Jakież było moje zdumienie kiedy w środku zobaczyłam zwiniętą, białą karteczkę, na której było zapisane: "Byłaś taka wściekła, że zapomniałaś o torebce. Pomyślałem, że chociaż trochę zrekompensuję Ci dzisiejsze wydarzenie. Do zobaczenia Julia, Patryk". Byłam w szoku. Skąd wiedział, gdzie mieszkam ? I jak mam na imię ? Z zamyśleń wyrwał mnie głos Doroty wołający z dołu. Szybko przebrałam się w ciemne rurki, czarną bokserkę i bordową bluzę i założyłam buty. Moje długie włosy spięłam w koczek, po czym zeszłam na dół. Na stole stały przygotowane kanapki, a w kubku kakao.
- Smacznego skarbie. - powiedziała Dorota. - Twoja mama dzwoniła. Kazała ci pogratulować dobrego zakończenia szkoły.
- To nie mogła sama zadzwonić ? - odrzekłam, z lekką irytacją.
- Wiesz jak to jest... - powiedziała powoli Dorota.
- Nie usprawiedliwiaj jej, proszę. Idę na spacer. - wstałam od stołu i wyszłam.
Tak właściwie nie wiedziałam dokąd pójdę. Szłam przed siebie, cały czas myśląc o Patryku. Ten chłopak miał w sobie coś takiego... pociągającego ? Postanowiłam zadzwonić do Moniki. Szukając kontaktów zauważyłam jeden, którego wcześniej nie było. Zignorowałam to. Wybrałam numer Moniki. Po trzech sygnałach odebrała.
- Cześć Jula, co tam ? - usłyszałam.
- Hej Moni, mogłybyśmy się spotkać ? Idę w kierunku twojego domu.
- O, pewnie że tak. To wpadniesz, czy chcesz się spotkać gdzieś na mieście ?
- Może przyjdę do ciebie co ? Jakoś nie mam nastroju do chodzenia po mieście.
- Okej to czekam, pa. - rozłączyła się.
Słońce już zaszło, ale było jeszcze jasno. Ah te długie letnie wieczory. Wreszcie dotarłam do domu Moniki. Mieszkała w dużym domu, bardzo nowoczesnym. Na powitanie wyszła mi mama Moniki.
- Witaj kochana, wejdź.
- Dzień dobry, proszę pani. - uśmiechnęłam się, po czym weszłam do domu.
- Idź na górę, Monika już na ciebie czeka. powiedziała mama Moniki.
Szybko wbiegłam po schodach. Monika siedziała na łóżku z laptopem na kolanach.
- Hej. - uśmiechnęła się do mnie. - Coś się stało ?
- Nie, czemu miałoby się coś stać. - uśmiechnęłam się i usiadłam obok niej.
- Już się martwiłam, miałaś trochę dziwny głos. Oglądamy jakiś film ? - spytała.
- Może być. Jaki ? - odrzekałam.
- Mam ochotę na jakiś mega romans. Może "trzy metry nad niebem ?"
- Słyszałam, że fajny. Odpalaj. - powiedziałam.
Chyba pierwszy raz w życiu, aż tak bardzo płakałam na filmie.
- Chyba się trochę zasiedziałam.Dorota będzie się martwić - powiedziałam. - Wypadałoby iść do domu.
- A może chcesz u mnie nocować ? Jest już późno. - powiedziała.
- Dzięki, ale może innym razem. Nie zabrałam ciuchów i w ogóle... - odrzekłam.
- Okej, to daj się chociaż odprowadzić.
- Na prawdę Monika, nie trzeba. Jestem już dużą dziewczynką. - roześmiałam się. - To pa kochana. - uściskałyśmy się.
- Pa, uważaj na siebie.
Szłam. Był bardzo ciepły wieczór. Zza zakrętu wyłoniła się grupka jakiś chłopaków. Trochę się przeraziłam, bo byłam sama i było ciemno. Cholera. - pomyślałam. - Mogłam jednak zostać na noc u Moniki. Byli coraz bliżej, a mnie coraz bardziej zalewał strach. Przeszłam obok nich, już chciałam odetchnąć z ulgą, gdy nagle jeden z nich się odezwał. - Hej mała. - Zamarłam. Słychać że miał wlane i to nieźle. Postanowiłam to zignorować. Wtem poczułam, że ktoś szarpie mnie za rękę. - Co, nawet się nie przywitasz ? - powiedział z drwiną, a reszta jego paczki zaczęła się debilnie śmiać. - No co mała, odeziwiesz się w końcu ? - powiedział.
- Puszczaj mnie - syknęłam.
- Uuuu, ossstra. - reszta znowu się roześmiała. - Lubię takie. Może chcesz się zabawić ? - jego ohydny, zachlany głos.
- Puszczaj mnie! Albo, albo... Zadzwonię na policję! - wykrzyknęłam i naplułam w twarz.
Najpierw roześmiał się gardłowym głosem, po czym zakrył mi ręką usta.
- Niegrzeczna dziewczynka. Zapamiętaj sobie: wujek Marcin nie toleruje takiego zachowania. - syknął.
Myślałam, ze jestem skończona. Dlaczego nie chodziłam na zajęcia samoobrony ?! Zaczęłam się wyrywać. Wtem odezwał się jakiś znajomy głos.
- Puść ją! - usłyszałam.
 

 

To koniec pewnego etapu w moim życiu. Zakończenie gimnazjum. Jestem bardzo podekscytowana. W końcu wakacje ! Po wakacjach zaczynam naukę w liceum, lecz narazie zbytnio nie zawracam sobie tym głowy. Kiedy dyrektor skończył przemowę, rozległy się gromkie brawa. Wszyscy z szumem zaczęli przemieszczać się w stronę drzwi.
- Julia, marzycielko, idziemy ! - rozległ się głos mojej przyjaciółki Moniki.Jest to dziewczyna indywidualnej urody o świetnych kształtach, charakterystycznej burzy brązowych loków na głowie i brązowych oczach. Ja za to jestem chuda, mam jasne długie włosy i niebieskie oczy.
- A tak już, zamysliłam się. - uśmiechnęłam się.
- Yaaay nareszcie swoboda ! - wykrzyknęła Monika. - Wakacje, słoneczko, nowe znajomości. Kto wie, może nawet tamten koleś to moja nowa potencjalna miłośc ? - wskazała na wysokiego bruneta o hoolowodzkim usmiechu.
- haahah oj Monika Monika - objęłam ja ramieniem. - Zdecydowanie te wakacje będę nasze! - Roześmiałyśmy się.
- Dobra Julka mój tata już czeka, podwieźć cię ? - zapytała.
- Nie dzieki, przejde się.
-W takim razie dozobaczenia później - ucałowała mnie po czym pobiegła do mercedesa swojego taty.
Pomachałam jej na pożegananie, po czym ruszyłam do domu. W tle rozlegały się wybuchy i okrzyki radości, z okazji nadchodzących wakacji.
Pod niebem kłębiła się warstwa chmur, mimo tego postanowiłam, że pójdę pieszo, przez park. Nie miałam ochoty przedzierać się przez tłumy ludzi, choć miałabym bliżej. Mieszkam w dużym domu z ogrodem. Mój tata ma własną firmę, mama jest architektem. Mamy własną gosposię, Dorotę, która tak własciwie zastępuje mi całą rodzinę, bo rodziców prawie zawsze nie ma w domu.
Nagle zza drzewa wybiegło ogromne psisko. Tak się wystraszyłam, że mnie staranuje, ze potknęłam się o własne nogi, wpadając w ogromną kałużę. Byłam tak potwornie zła, że nawet nie zauwazyłam chłopaka - zapewne właścieciela tego potwora, który stał z boku próbując opanować śmiech. Spojrzałam na niego z wściekłością:
- Takie to śmieszne ?! - wykrzyknęłam z sarkazmem.
W tej chwili chłopak podszedł do mnie i podał mi rękę.
- Nie potrzebuję twojej pomocy - burnęłam wściekle, po czym spróbowalam się podnieść, lecz znowu wylądowałam w kałuży, chlapiąc przy tym chłopaka.
- A może jednak ? - rzekł z szelmowskim usmiechem. Był bardzo przystojny. Miał brązowe, półdługie włosy, luźną koszulę, vansy i rurki. Wyciągnął do mnie rękę. Tym razem skorzystałam z jego pomocy.
- Mam na imię Patryk. - powiedział - Bardzo cię przepraszam za Bruna - wskazałna wielkiego bernardyna, który siedział z wywalonym jęzorem, najwyraźniej uradowany, że mnie staranował!
- Jak ja wyglądam! Na drugi raz pilnuj swojego psa łaskawie! - kipiałam złością.
- Nie obiecuję - jego szelmowski uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Złość ci słuzy, nie powiem.
- Phi - prychnęłam i odwróciłam się na pięcie cała w błocie, maszerując w strone domu. Moje nowe szpilki były całe przmoczone.
- Hej slicznotko! Mogę wiedzieć przynajmniej jak masz na imię ?
- Nie! - odkrzyknęłam. Usłyszłam tylko stłumiony śmiech.
Kiedy weszłam do domu, w zastałam Dorotę, krzątającą sie w kuchni. Jest to kobieta mocnej budowy, włosy upiete w kok, bije od niej masa dobroci.
- Dziecko drogie! - wykrzykneła. - Co ci się stało ?
- Nie pytaj. - odpowiedziałam tylko. - Pójdę na górę. Dorota nic nie odpowiedziała.
Weszłam do pokoju, zdjęłam brudne ciuchy, rzuciałam je w kąt po czym nalałam do wanny gorącej wody. Po kapieli przebrałam się w luźne drsowe spodnie i starą koszulkę basebolową i położyłam do łóżka. Nawet nie pamietam, kiedy zasnęłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›